Krzysztof Kuczkowski
Barbie
Miała być z tych nieśmiertelnych.
Wiecznie młoda. Trwalsza niż
wzorzec metra w Sevre.
A tutaj?
Patrz, co mówi instrukcja: co siedem
lat będzie zmieniać skórę, kolor włosów,
poglądy, karty kredytowe.
A oczy?
Co się stało z oczami? Dlaczego
widzimy srebrne kapsle
zamiast oczu?
A co
jeśli ona działała tylko na
dotyk, reagowała na głos
i podczerwień?
To proszę
państwa cofamy się o sto
lat wstecz. Syntetyczne oczy wymyślą
później. Dwa żywe modraki.
Na razie jednak same domysły.
Hipoteza naukowa. Nazwijmy ją
Barbie.
Eurydyka
Przyszła do niego kobieta, która
w życiu realnym była jego matką.
Tutaj nie był pewien
kim jest:
agentką Daną Scully
kobietą w masce, która udawała jego
matkę w chłopięcych snach, a może
pliszką, która jak elektryczna iskra
przeskakiwała ze snu w sen.
Przyszła, przysiadła
na parapecie otwartego okna
machała nóżkami cienkimi jak
łodyżki goździków
paplała coś, ale on nie rozumiał
jej świegotu.
Nagle przechyliła się do tyłu
i na moment rozbłysła ciemności
iskra - - -
A trzeba było pozamykać okna
z parapetu pozbierać okruchy chleba
nie prowokować natury
tej ani tamtej.
Nie liczyć
na mit.
Kultura masowa
Z przenośnego komputera czysty głos
Katie Melua. Po każdej zwrotce Ewa dotyka
palcem czerwonej malinki na czarnej
klawiaturze, wtedy Katie przestaje
śpiewać, a Ewa opowiada treść
w wolnym przekładzie:
W Pekinie jest dziewięć milionów rowerów,
to fakt, któremu nie możemy zaprzeczyć,
tak jak temu, że kochać cię będę aż do śmierci.
Po kolejnym zatrzymaniu:
Na świecie jest mniej więcej sześć miliardów ludzi,
co sprawia, że czuję się maleńka, a ty jesteś tym,
kogo kocham najbardziej ze wszystkich.
Jest nas dwoje. Na ekranie pulsuje sześć miliardów
czerwcowych igiełek. W środku czuję ich
szczypanie. Wytryskują w nas gorące
źródła.
Pijemy z nich światło
czerwca.
Ty moje.
Ja twoje.
Romek
R.L.
1937-2007
Trzymaj się stary - powiedziałem - muszę iść.
Nic mniej banalnego nie przyszło mi do głowy,
a i on, nie podnosząc głowy: - Ty też się trzymaj.
I tak już został: w letnim kapelusiku zakrywającym
zagłębienie po operacji czaszki, w czarnych okularach
maskujących puste miejsce po wyjętym oku i w tekstylnych
pantoflach jakie nieczułe matki kupują dzieciom
jadącym na kolonie.
Odwrócił głowę w stronę zaklejonego
papierem okna i ujrzał kształty przyszłych rzeczy,
otoczyło go to, co nie ma smaku ani zapachu, czego ani
oko nie widziało, ani ucho nie słyszało.
- Muszę iść - powtórzyłem, i nie czekając
na odpowiedź wyszedłem na ulicę zalaną słońcem.
Zaraz też przypomniałem sobie o czapce z daszkiem,
którą kupiłem z myślą o upałach i jak zwykle
zostawiłem ją w domu.
Krzysztof Kuczkowski
|