| * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * OBROBJA * POBOCZA * KRAJNICE * RUBOVI * |
GRUDZIEŃ 2009 ISSN 1505-1676 |
|
|
![]() o autorzeo tłumaczcewstecz |
Boris Jovanović KastelKoszulaW obliczu najeźdźcówmłoda forteca bluzkę rozpięła Południowe miasto bez obrony ze straganami pomarańczy, dzwonami z pozłotą i ruchomymi nagimi rzeźbami, wojsko o krwawych oczach w budowniczych zmieni. Gdy bluzkę fortecy jej podaruję – żeby oswoić mnie nie mogła – w mig ją zdobędę.
Największy portPoławiacze tuńczyka na wodach Atlantykui marynarze cierpiący na świerzb nostalgii na lodołamaczach w Arktyce po dotarciu na Gibraltar rozgrzani strachem opowiadali, że większego portu od Gioia Tauro w prowincji Reggio di Calabria na Morzu Śródziemnym świat nie widział. Opatulone w czarne chusty po braciach i mężach, narkotykowych dilerach, pokryte zmarszczkami, przeliczały na progach domów ziarenka granatu i szeptały sobie, kobiety z portu Tauro, że ponoć wiele portów na Morzu Arktycznym, w których nigdy nie były, wspanialszych jest od ich własnego – w pieśni, wyścigach regat, muzyce portowej i wszelkim biedermeierze. Ale dlaczego to mówią pogrążone w żałobie kobiety skoro ich czarne chusty moczę w morzu żeby je sól wybieliła. Dam je matce, która nigdy nie słyszała o ich porcie – uszyje suknie ślubne.
DrogiŚledzę kardiogram, drogę sercawyjście z labiryntu, w którym szukam butów pełnych pustynnego piasku, ruch wahadła od lewego brzegu do prawej piersi odmierza głos wzywającego pomocy pod pokładem. Serce dawno rzuciłem na pastwę morskim bestiom by przegnać górnolotne omamy, a twoje, utożsamiane z ludźmi, wyrzucą na ląd żeby fal nie zatruło. Spójrz, odchodzi morze z pajęczyny labiryntu drogą kardiogramu do pucharu otchłani, spokojnie, wolniej od wolności, uwięzione ciszą. Tutaj już nikt nie wznosi toastów nawet za pierwszy płacz Sola, po zbyt długim pijaństwie odpoczywają puchary... Przynajmniej morskie drogi będą spokojne. 16 października 2004 r.
Hardość falW huku morzanasza rozmowa jest modlitwą. Jeśli kiedykolwiek umilknie morze my też zaniemówimy, głośno się obejmując i milcząc modlitwę. Co powiedzieć skoro zgarbione fale idą na emeryturę. Pomachaj im, pozazdrość śmierci, pogratuluj i ukłoń się bo statków potwornych Janusowych dzieci uczulonych na morze i nasze plaże nie chciały przywieźć. 30 sierpnia 2009 r.
BłękitNiewinniej niż dusza barankaromantyk i rycerz mistyków śnił o Niebieskim kwiecie Novalis przekroczył rubikon snu podgrzewając koniak na ogniu nieosiągalnego. Naiwniej od chłopca na osiołku, na polu w Trebinju albo obrosłym winoroślą podwórzu, zakochanego w Sophii Loren, przyzwoitszy niż morał bajki, śniłem o błękitnym morzu, twarz z barw wojennych pojmowalnego falami obmywałem. Pijany morzem i ziemnowodny, z siną twarzą, przed publicznością ryb, muszli, syren i szkieletów marynarzy czytam pieśń o baronie co najbliższy był spełnienia snów. Patrzą zadziwieni, spragnieni treści pieśni, której nigdy nie usłyszą. Novalisowi wciąż dolewają koniaku – a ja z dośnionym snem i usmolony już nie wracam na ziemię. 19 marca 2007 r.
AfrodyzjakWypij sok z kilku świeżych muszliz Adriatyku, o świcie, zapukaj do moich drzwi albo sam otwórz jeśli zasnę, widniało na karteczce w skrzynce pocztowej podpisanej niewyraźnie przez jakąś dziewczynę, bez adresu. Niepotrzebny mu afrodyzjak. Nie szukał jej. Wstał o świcie, oświetlił pochodnią morze, poświęcił je milczeniem a muszle z kieszeni wyrzucił na płyciznę. Pomiędzy swoimi dziećmi a potomstwem muszli wybrał przetrwanie. Dziewczyna, dzisiaj już pomarszczona kobieta, gdzieś w głębi lądu ma dwoje dzieci i do nikogo nie pisze. Jego potomstwo w morzu, na piersiach tancerek i po świątyniach nie starzeje się i końca mu nie widać. Bez afrodyzjaka. Lučindan 2007 r.
Morze przed BečiciamiNiczym sztandar z krzyżem maltańskim,przebite promieniami słońca oślepiasz byśmy nie ujrzeli historii pustki i przemijania. Zbawco. A jednak wciągasz nas w swoje wiry namiętniej niż Mojżesz laską otwierający otchłań morską byśmy nie widzieli wolności miłości oprócz tej do ciebie. Nicponiu.
6 grudnia 2007 r
Wieczór literackiKiedy na wieczorze literackimw Barze dopytywała się żeńska część publiczności – Dlaczego ciągle to Morze Śródziemne?! przemilczał odpowiedź, chwycił swoje książki i zaczął w nie rzucać. Mokrym i słonym dziewczynom znienacka wyrosły płetwy, zaczęły pływać i dopytywać się – Dlaczego właśnie teraz odjeżdżasz pociągiem w głąb lądu?! Zostań! Jesteśmy rodziną. lato 2009
Boris Jovanović Kastel
|
| literatura czarnogórska, poezja czarnogórska |