bicz D³ugo zamienia³em s³owa bicz
i byt. Na bicz tata mówi³
szpicruta, o bycie nie mówi³ nigdy nic.
Tam, gdzie w domu s± konie, cz³owiek jest mniej rozmowny. Konie chcia³yby gdzie¶ indziej, ze stajni, i cz³owiek nie chce mówiæ jêzykiem kruchego siana.
Bicz uderzy³ konia i koñ umkn±³ przed tym s³owem. Byt uwielbia³ byæ, co wci±¿ by³o tylko s³owem.
S³ysza³em jak bicz ¶piewa. Dotkn±³em czarnego rzemienia. Jak miêsieñ, jak ciêciwa. Jak czarny pas z bia³ej skóry.
Bicz zawsze uniós³ siê z gromkim g³osem i rzek³
szwrk. Nie da³ rady wydobyæ innego d¼wiêku. Tylko d¼wiêk, który rani albo ciszê.
Bicz to dwuno¿ny gniew, bicz jest w istocie krwawy.
Ze wszystkiego, co jest – ze wszystkiego co jest bytem, mo¿na ukrêciæ bicz. Bicz by³ kijem na bia³ych pogan i czarnych chrze¶cijan. Bicz to byt. Byt to uderzenie. Byt to gniew. Byt to kruche siano.
Bicz jest z bytu zrodzonym s³owem. Cia³a kobiety i mê¿czyzny sp³adzaj± byt. Byt nie istnieje bez bicza. Bicz to mocne cia³o.
Och, strup otwiera siê pod biczem! Och, rana jest otwarta w obliczu bycia!
(Ze zbioru Rosa nie zapomniala o mnie,
Leksykalizacja melancholii i rado¶ci ¿ycia I, 1997)
W OGRODZIE (13)
Jedyna: W±tpliwo¶æ, niech¿e tobie jeszcze powierzê poszukiwanie w wyobra¼ni: gdzie¶ w ¿y³ach mówi±c± krwi± przetacza siê ¶wiat.
W±tpiê w to, ¿e go rozpoznam, w±tpiê, ¿e mnie
tam doprowadzisz, bo w swym md³ym ¶wietle jeste¶ ¶lepy, bo na dnie ciemnej duszy jeste¶ g³uchy.
W±tpliwo¶æ: Pozwalasz i pozwalasz sobie wyæ do ksiê¿yca! Straszysz i boisz siê strachu. ¦lepota i g³uchota s± w tobie; stoisz na prawdziwym rozdro¿u. Nie ma znaczenia, któr± droga przyjdziesz; bêdê czekaæ na ciebie w dziczy.
(
W±tpliwo¶æ zniknie i Jedyna jest sama po¶rod ogrodu. Strachu nie widzi, w±tpliwo¶ci nie s³yszy i prawie nie widaæ innej drogi).
(Strachonadzieja; z tryptyku poetyckiego Trójk±t,
Leksykalizacja melancholii i rado¶ci ¿ycia III, 2001)
DIDA:
je¶li (5)
~ jest ostatnia, ~ jest pierwsza, ~ kochanka idzie po wszystkim.
Przecie¿ jej nie ma, mi³o¶ci nie ma, wymy¶lona jest, ¿eby paprocie ³owi³y siê na wietrze i przez ¿yw± skórê zlewa³y w d³onie -
Przecie¿ ich nie ma, nie ma oczu, wymy¶lone s± a widz± wszystko. To co widz±, to ¶lepota zapatrzona w g³ucho¶æ nieprzechodzonej równiny-
~ opadn± paprocie, ~ oczy je z³owi±, czas przetoczy siê w pajêczynê.
»Przegl±damy i przegl±damy siê w tych poca³unkach,« powie Ksiêga szumów otwieraj±c siê.
(D³uga, niedokoñczona, w karku nieruchoma;
Ze zbioru Z powrotem do zwierz±t, sto wybranych i nowych wierszy, 2008)
LOG:
czas (VIII) Rado¶ci ¿ycia zabierasz melancholiê, któr± ¿yjesz. Nigdy nie powrócisz od suszonego talarka jab³ka do kwitn±cej jab³oni...
Fili¿anki nieprzetaczaj±cej siê atmosfery s± nieuchronnie twoje. Na kawiarnianych sto³ach oblizane ³y¿eczki s³odz± poranek…
Dok±d z kruch± lito¶ci±, wymykaj±c± siê z objêæ. Poca³unek jest zamkniêty za oczyma, które zbudz± siê w pustce…
Co zostanie za widzianym, nie zostanie za s³yszanym. S³yszysz tulipanowe miasto, widzisz je z rumorem ¶mietników…
DIA:
czas (XI)
A ty biegniesz i biegniesz, czasie maratoñczyku. ¯adne s³oneczne przedpo³udnie, ¿adne smutne popo³udnie nie zatrzyma ciê, by¶ choæ na trochê zacumowa³ duszê.
Nie dajesz siê wykorzystywaæ zatêch³ym porankom, nie plotkujesz z wieczorami, nie flirtujesz z nocami.
Nie dajesz siê plewieniu ¿ycia, nie widaæ ciê przy jego sadzeniu i okopywaniu…
Nie ma g³êbi, która znaczy wiêcej (rozbrzmiewa przed tob±) i nie ma g³êbi dla wiecznych sarkofagów (przebrzmiewa za tob± )…
(D³uga, niedokoñczona, w karku nieruchoma …)
LOG:
czas (XII)
Jak mo¿esz byæ prawdziwy, je¶li nikt nie widzi ciê w ¿ywej istocie? Ju¿ wyprzedzasz, jeszcze doganiasz samego siebie…
Swoj± wielko¶æ mierzysz wylizan± klepsydr±. Bawisz siê s³onecznikiem, choæ nie jeste¶ s³oñcem…
W cyferblatach, wskazówkach i tykaj±cych mechanizmach ukry³e¶ wyrzuty sumienia…
A przecie¿ nie ma miary ro¶niêcie pszenicy, nie ma miary dojrzewanie i twoje sumienie jest brezdenne…
(D³uga, niedokoñczona,w karku nieruchoma…)
DIA:
czas (XVIII):
Ej, zbyt ostro i czarno powiedzia³e¶ o Czasie, potomku wieczno¶ci.
Woda zalewa krzy¿e. Rêce myj± noworodki. Nogi zaczê³y chodziæ na mchu…
Zrosz± mech i wróc± pod jego zielon± koronê. Stokrotki cicho polegn±. Ale kwiaty nie ¶ni± (echo Dawnego: kwiaty nie ¶ni±); goni± siê przywi±zane i zakochane rozmawiaj±…
Nie mierz± czasu (ani swojego ani twojego). Czas to bezg³o¶nie szczery ¿ebrak, jego oczy to wylizane rany. Czas to impotentny cz³onek, który bez koñca siê dziewiczy i sam g³aszcze. Ale w czasie s± sny! (echo Dawnego: W czasie s± sny…)
Ty nie rozp³yniesz siê tak po prostu! Nigdy nie zbledniesz we wszystkich oczach. Twoja miêkka skóra ma pozornie bia³e szczê¶cia. A wê¿e te¿ maj± skórê i oczy. Czas obraca siê w jaju. Syczenie, mruganie, dr¿enie, æwierkanie… Nogi g³aszcz± mech. Ej, twój pêpek, wierny szumi±cym snom…
(O ponadczasowym czasie)
LOG:
czas (XXI)
D³ugi, niedokoñczony, w karku nieruchomy jest ³abêdzi dzieñ pod twoim skrzyd³em. My¶lê o uj¶ciu, my¶lê o macicy, my¶lê o rozgrzanych pêkniêciach warg…
my¶lê o li¿±cym jêzyku, my¶lê o nieosi±gniêtym poziomie krwi przy rozrodzie s³ów. Na bia³ym polu melancholijnego, pod szarym krzewem, miêdzy wydr±¿onymi ³odygami, nad pergaminowym kwiatem, nad dziewiczymi plastrami miodu…
my¶lê o zimie, my¶lê o szadzi. My¶lê o gnie¼dzie, uwitym w ³ami±cym siê zapisie (nieczytelne szumy czytaj± je sylabami)…
A co je¶li s³owa w ogóle nie istniej± i wszystko to tylko mrok pod grabiami oczu, rozpiêty na ¿ywej, wygarbowanej skórze…
(O ponadczasowym czasie)
SKA£A:
je¶li (4)
~ w wierszu nie ma dziecka, siej±cego ³agodne gwiazdy, s³owa nakryj± rozbite lustro nieba…
i same bawi± siê z ostrymi literami rozciêtego ¶wiata, z cieniami, padaj±cymi na dno, na ziemiê i kochaj± siê z niebem…
~ s³owo zajdzie w ciemno¶æ, jego kopyto musi wróciæ z powrotem do kamienia, do zwierz±t…
by roz³upaæ ska³ê w cz³owieku i wyrze¼biæ mu czterono¿ne cia³o…
(Je¶li w wierszu nie ma dziecka)
LOG:
(Dla Vida)
¿e (4)
I my¶lisz, ¿e w s³owach w ogóle nie ma ciebie… Ju¿ kwiatem bzu jeste¶, ju¿ rozbrzmiewasz w chlopiêcym kosmosie. Ju¿ kruszysz skorupkê jajka, ju¿ obracasz wiatr…
Jeszcze weso³o kopiesz melancholiê. Ju¿ gwi¿dzesz na palcach, ju¿ przeklinasz, ju¿ poszerzasz podwórko. Ju¿ jeste¶ w ciep³ej atmosferze, ju¿ w mojej grupie krwi.
Ju¿ w kropce zdania, ju¿ w zdaniu pytaj±cym. Ju¿ pod s³oñcem, ju¿ na ksiê¿ycu, ju¿ w mlecznym s³owniku. Ju¿ w kapciach taty, ju¿ w pi¿amie mamy. Ju¿ w rytmie rodziny…
Ju¿ w koronie drzewa, ju¿ z biedronk± na d³oni. Ju¿ w moim trzepotaniu i brzêczeniu przez ojcowski czas…
(Ju¿ ¶piewa sowa)