Kristina Kegljen
Delijo, obróć się
Podczas gdy zlizujesz mi z palców ten słodki miód
Ja pytam się, gdzie znikają te puszyste wiosny
Delijo, obróć się
Przyłącz się do lata jednym zamachem spódniczki
Gdyż, Dalijo,
Nie jesteś chamem urodzonym z jednym palcem mniej lub więcej
Może jesteś dziewczyną pin-up ze wstążką w ciemnych włosach
Może blond gwiazdeczką
Delijo, zejdź z choppera
Dotarłyśmy nad Grand Canyon
Stąd bierze się pejotl i gna za wilkami
Tutaj nie ma rozwierania nóg i ocierania biodrami o stalowe pręty
Jesteśmy teraz dumnymi właścicielkami tych okolic
Gdzie królowa zaprasza nas na herbatkę o 5
I ciastka
Daleko teraz zimy w skórach i arafatkach
Nie ma obwarowywania się w pokoju z ciemnozielonymi zasłonami
Ostatni wspólny papieros
Rakiję daję ci z ust do ust
Powiesimy się tylko jedną ręką o głaz
I będziemy wrzeszczeć
Grajcie nam florydski death-metal
Grajcie nam old school
Nylonowe suknie
Chodziliśmy chowając się przed zapachem wiatru
Jak przed czerwonymi plamami na majtkach
Przywoływali duchy ukryte w
Korzeniach włosków na rękach które
Szczerze stawały dęba na każdy safoński dotyk
Czy jeszcze lepiej – pocałunek
Chłopcy mają na sobie nylonowe suknie
Trzęsą udami i
Instalują sobie sztuczne rzęsy
Tej nocy publiczność kabaretu niecierpliwie ich wyczekuje
Przedstawią się jako trzech króli
Ich bawełniane włosy reflektować będą
Bezwarunkową miłość
Ojcowie wśród publiczności iskrzyć się będą ku kelnerkom
A matki wyczekiwać chwili by móc wreszcie pójść do toalety
Napudrować nos i pociągnąć jedną czy dwie linijki
Tak to już jest z dziećmi indygo
Nigdy nie wiadomo, czy wolą bardziej cukier biały
Czy brązowy.
Poczerniliśmy śnieg, a on nadal się bieli
Wszyscy źli chłopcy ukradli atrament z biura adwokata
Mazali nim po rysach po twarzach
Bejbe, jak ma na imię twoje ego alter?
Patrz, jak z lekkością pęka śnieżna skorupa
Bije od niej jakaś turbofolkowa jasność
Jakiś smród dymu z wędzarni
Jakąś zadymioną opłucną
Czyż to nie kurwy ponoszą winę za lokalne ulewy
I niepłodną ziemię
I usunięte dzieci
I spadek PKB?
Rozwierasz się jak pawi ogon
Tylko że
Jesteś przezroczysty i bezbarwny
Cuchniesz wilgocią
Leżysz nagi bosy zadźgany na śniegu
Puszczasz wszędzie wokół siebie czerwoną kałużę
To menstruacja, co?
Osobniki twego pokroju nie zdychają z lekkością
Z lekkością, z którą bieli się śnieg
Lekkością, z którą ty go czerwienisz
Mamo, poczerniliśmy śnieg, a on się nadal bieli
Kristina Kegljen z języka chorwackiego przełożył Łukasz Szopa
|